| FELIETONY | · | RECENZJE PŁYT | · | RECENZJE KONCERTÓW | · | WYWIADY | · | INNE TEKSTY | · | KALENDARZ KULTURALNY | · | INFORMACJE |

| [23 grudnia 2011] | opinie [0] |
Na koniec roku tradycyjnie kilka słów o ciekawych płytach. Z tego, co słyszałem... polecam: Bush „T he Sea Of Memories”Wyróżnienie za zasługi. Dzięki nowym numerom Bush i wiecznie młodemu głosowi Gavina Rossdale’a na 49 minut przenoszę się do czasów liceum. Hitów na miarę „Swallowed” czy „The Chemicals Between Us” niestety brak, ale posłuchać warto. Florence + The Machine „Ceremonials” Pierwsza płyta panny Welch na początku była niezła, z czasem okazała się świetna. Z drugą chyba będzie podobnie, z istotnym zastrzeżeniem: konkurs na zagraniczny singiel roku wygrywa „What The Water Gave Me”. La Dispute „Wildlife” Trudno powiedzieć, czy to punk, czy post rock, czy może jakaś nowa wersja screamo. Najważniejsze, że wciąga, a od historii, które opowiada Jordan Dreyer chwilami tężeje krew. Lykke Li „Wounded Rhymes” Potęga szwedzkiej muzyki jest oczywista, a Li Lykke jest kolejnym potwierdzeniem, że dobry pop i wygodne meble zwykle pochodzą z tego samego kraju. Muzykoterapia „Piosenki Izy” Zestaw utworów zagranych i zaśpiewanych z takim smakiem i nerwem, że spora część polskich zespołów zapewne spłonie z zazdrości. Świeżość, styl i przebojowość. Nosowska „8” W przypadku tak ciekawej i mocnej płyty wszelkie posądzenia o stronniczość biorą w łeb. Nosowska i Macuk po raz kolejny udowodnili, że wzruszyć i poruszyć potrafią jak mało kto. R.E.M. „Collapse Into Now” Najlepsza od wielu lat płyta Michael Stipe’a i spółki – tak jakby na pożegnanie chcieli udowodnić, że ciągle potrafią tworzyć świetne piosenki. Tides From Nebula „Ear thshine”Album, który warto eksportować w świat – gdyby nasze kapele miały lepszą markę wydawcą byłoby Neurot Recordings albo Ipecac. Zamiast tego w promocji pomaga nazwisko Zbigniewa Preisnera, którego śmiało można nazwać współtwórcą płyty. Po tym zestawieniu wprawdzie tego nie widać, ale to był zdecydowanie rok pań. W ramach aneksu dodaję listę lektur obowiązkowych: Julia Marcell „June” (drugi krążek deklasuje debiut), Olivia Anna Livki „The Name Of This Girl Is” (pierwsza płyta dziewczyny z telewizji), Ayo „Billie-Eve” (magnetyzm wciąż działa), Feist „Metals” (koniecznie przesłuchać kilka razy!) oraz EP-ka „Get Real” trójmiejskiego zespołu Folder, w którym pięknie śpiewa Joanna Kuźma (znana też jako Asia i Koty). Spośród kilku koncertów, które widziałem uniesienia doznałem raz jeden, dzięki Portishead. Ale to i tak sporo. Oby w przyszłym roku było jeszcze lepiej! |
|
| [1 grudnia 2011] | opinie [0] |
![]() Jest już dostępny nowy album projektu Muzykoterapia. "Piosenki Izy" to zbiór kompozycji zagranych i zaśpiewanych z takim smakiem i nerwem, że spora część polskich zespołów zapewne spłonie z zazdrości. Świeżość, styl i przebojowość. Oczywiście, zawsze można się do czegoś przyczepić - tutaj do nierównego poziomu płyty, która - bez szkody dla całości dzieła - mogłaby być nieco krótsza. Ale nawet w takiej formie to powinien być Fryderykowy pewniak, tylko sam nie wiem, w jakiej kategorii. Mamy tu i leniwy soul i lekkostrawny jazz, momentami nawet piosenkę poetycką, ale także rasowy pop - w najlepszym tego słowa znaczeniu. I jeszcze do tego wszystkiego nakręcili znakomity klip do "Komedii". Kupujcie i słuchajcie, koniecznie! |
|
| [3 października 2011] | opinie [0] |
To właśnie ten moment, by przeczytać recenzję pożegnalnego koncertu Złodziei Rowerów! |
|
| [29 czerwca 2011] | opinie [0] |
![]() Wielkimi krokami zbliża się jedno z najważniejszych wydarzeń muzycznych tego roku. Już 6 lipca w ramach Malta Festival Poznań wystąpi zespół Portishead. Ci pionierzy trip hopu właściwie od początku swojej kariery trzymają się na uboczu muzycznego biznesu, za to często angażują się w akcje społeczne i z pasją spełniają się w innych projektach. Jako Portishead nagrali trzy znakomite albumy studyjne i jedną absolutnie wyjątkową płytę koncertową - "Roseland NYC Live". To jeden z tych wykonawców, do którego przymiotnik klasyczny naprawdę pasuje. Ten koncert trzeba zobaczyć! |
|
| [18 kwietnia 2011] | opinie [0] |
![]() Ich poprzedni koncert w Centralnym Basenie Artystycznym był dla mnie jednym z muzycznych wydarzeń roku. Czwórka z Tokio do perfekcji opanowała post rockowe granie - hałaśliwe, ale i nastrojowe; rozpięte pomiędzy kojącym wschodem słońca a szarpiącą nerwy burzą z piorunami. Grają bez słów, bez teatralnych rekwizytów, schowani za mrokiem sceny i przede wszystkim za swoją muzyką. Tak, to zespół Mono. Po raz kolejny odwiedzą Polskę, tym razem zawitają do Wrocławia (27.05) i do Krakowa (28.05). To będą piękne wieczory, warto je przeżyć! Fot. www.monoishere.com |
|